niedziela, 17 lutego 2013

Rozdział 2

- Och, Anne, zapomniałabym. Idziesz jutro ze mną na koncert. - Emily złapała za torebkę i zamknęła drzwi.
Aha... dzięki że mi teraz mówisz... Zawsze spoko.
Weszłam na górę i wyłączyłam głośną muzykę. Momentalnie zrobiło się cicho. Basy przestały sprawiać, że moje okna chciały wypaść z ram a obrazy, skończyły rytmicznie tańczyć na ścianach.
Uśmiechnęłam się do siebie. W końcu uspokoiłam się i nie miałam już ochoty zabić Jake'a... co najwyżej mu przywalić. Nie no, żartuję, ale i tak darzyłam go wielką nienawiścią. Jednak Emily uświadomiła mi, że mimo tego jak go bardzo kochałam, to z biegiem czasu przestanę do niego czuć cokolwiek i będę mogła przejść obok niego z obojętnością, mimo iż na razie będę go opłakiwać.

A co do koncertu to nawet nie wiem się w co ubrać. Phi! Ja nawet nie wiem na czyj koncert idziemy! Złapałam za komórkę i zadzwoniłam do Emi.
- Kochana, a na czyj koncert idziemy?
- Yyy... Czekaj, zapytam się Susan. - A... czyli idziemy razem z małą? W słuchawce zapadła cisza. No gratuluję! Dziewczyno! Ty nie wiesz gdzie się wybieramy? Zadaję się z oszołomami... - Łan Dajrekszyn.
- Co? Łan Derekszyn?
-  Dajrekszyn... czy jakoś tak...
- Aaaa! To te geje co wiszą nad łóżkiem twojej siostry?
- No! no! Właśnie ci.
- Czyli wybieramy się na koncert dla dzieci?
- Nie koniecznie. Małą mówiła że tam jest dużo dziewczyn z naszego roku.
- Hahaha. ta... jasne... wyczuwasz ten sarkazm? Dobra, ja kończę.
- Będę po ciebie o 16.00...
- Ok... Kocham cię!
- Ja ciebie też. - Emily rozłączyła się. No tak, nigdy nie pozwoliła mi się rozłączyć pierwszej...
Spojrzałam na zegar naścienny. 21.43 Przydało by się iść spać... W końcu są wakacje i mogę się wyspać a przecież w ciągu roku szkolnego nie miałam co myśleć o porządnej drzemce.
Wzięłam szybki prysznic i zapadłam w sen...
 ...Było ciemno. Zapaliło się jedno światło które oświetliło jakąś postać. Sądząc po posturze istoty był to mężczyzna. Nie widziałam jego twarzy bo tą zasłaniał kaszkiet. Podniósł lekko głowę do góry odsłaniając z lekka oczy. Nie widziałam już nic oprócz nich. Były tak hipnotyzujące. Brązowe tęczówki wylewały z siebie czekoladę. Mleczny smak rozkoszy rozlewał się w około źrenicy.
Ze snu wybudził mnie budzik. Widocznie zapomniałam go wyłączyć na dwa wakacyjne miesiące. Widząc że jest wczesna godzina spróbowałam z powrotem powrócić do krainy czekoladowych tęczówek ale nie potrafiłam.
Wiedząc że już nie dam rady zasnąć wstałam i skierowałam się w stronę kuchni.
Otworzyłam szafkę. Płatki, płatki, płatki, o! płatki! Złapałam za paczkę kukurydzianych wiedząc, że i tak pewnie nie ma nic lepszego do jedzenia. Po drodze wzięłam też mleko i swoją ulubioną miskę z księżniczkami... Mam 18 lat a ciągle ją uwielbiam. Co prawda ma już dużo zadrapań i pęknięć, ale póki mleko się z niej nie wylewa, jest idealna. Swoje śniadanie zaniosłam do salonu i wróciłam z powrotem na górę. Wzięłam szybko prysznic i założyłam TO. Zrobiłam też lekki makijaż a włosy związałam w niesfornego koka. Wróciłam na dół i włączyłam TV po czym zabrałam się za swoje płatki.

Stanęłam przed szafką. Ok.. A więc.Koncert dla dziewczynek z pięcioma gejami. No to raczej nie mogę ubrać się na czarno bo jeszcze powiedzą że jestem szatanistką i wywalą mnie z koncertu, co w zasadzie nie było by takie złe... Może coś granatowego? To dość ciemny kolor... no ale ja go nie lubię.
Po długim rozmyślaniu nad tematem tego, co mam założyć wybrałam TO. Oczy podkreśliłam eyeliner'em a włosy rozpuściłam.

- Gotowa?
- Tak. Możecie już po mnie podjechać.
Zakończyłam rozmowę i włożyłam telefon do kieszonki. Stwierdziłam że torba mi w zasadzie jest nie potrzebna więc jej mnie brałam. Jako iż na koncert wybierała się mała Susan, rodzice Emily postanowili nie puszczać ją taksówką razem z nami więc ich ojciec zawiezie nas pod sam budynek, w którym miał odbyć się koncert.
Z za okna usłyszałam trąbienie samochodu. Wyszłam z domu zasunęłam drzwi i klucz włożyłam do schowka.
Weszłam do samochodu i spojrzałam z miłym uśmiechem na Susan. Puściłam też oczko do Emily.
- Dzień dobry panie Palmvod.
- Witaj Anne. - spojrzałam ze śmiechem w oczach na przyjaciółkę i zapięłam pasy.
- Ihihihihihi - Susan klaskała w dłonie i chichotała po cichu. Słychać było w jej głosie że bardzo cieszyła się na ten koncert i nie mogła się już go doczekać. Czy serio piątka jakiś chłopczyków może spowodować uśmiech na twarzy jednej osoby której nawet nie znają?
- To jak dziewczęta? Gotowe na imprezę? - tata dziewczyn wykrzyknął do nas z pełną parą w głosie a ja z Emily prawie wybuchłyśmy śmiechem. Na szczęście obie zdołałyśmy się opanować.
- Tak tato... gotowe... - Em odpowiedziała śmiejąc się w moją stronę. Obie wiedziałyśmy że idziemy na ten koncert tylko po to żeby opiekować się Susan. Przynajmniej taką rolę miała moja przyjaciółka. Ja jechałam razem z nimi tylko po to żeby zapomnieć na chwilę o Jake'u.

- Długo jeszcze? - mała się niecierpliwiła.
- No widzisz że jeszcze kawałek. Zaraz wyjdziemy z kolejki jeśli nadal będziesz tak jęczeć. - Susan strzeliła udawanego focha spoglądając co jakiś czas na siostrę. Ja w tym czasie rozglądałam się po pomieszczeniu. Mała rzeczywiście miała rację. Było dużo dziewczyn również w naszym wieku. A sądząc po koszulkach z napisem "I love 1D" czy "I'm Mrs. Styles" nie przyszły tu pilnować młodszych sióstr.

Światła zgasły. W około słychać było tylko chore piski fanek, w tym Susan. Przed sobą miałam tylko poręczę. Cóż ja zrobię że trafiło mi się miejsce na samym przodzie. W zasadzie wolałabym je oddać jakiejś prawdziwej fance która ich uwielbia i zamiast tego stanąć z tyłu. Ale cóż ja poradzę...
Na środku sceny pokazał się wielki monitor pokazujący postury tych "Łan Dajrekszyn" Wielkie mi halo. Jacyś niesamowicie zbudowani to oni nie byli. Muzyka zaczęła rozpływać się po całej sali. "10, 9, 8..." Zaczęło się odliczanie. "7,6,5,4,3,2,1.. ONE DIRECTION!" Po kolei zaczęli wychodzić zza kulis. Pierwszy to chyba jakiś 15-latek z lokami na głowie. Jak on w ogóle z nimi funkcjonuje? Dalej był jakiś chłopaczek z szelkami i obcisłymi rurkami. No szpagatu to on w nich nie zrobi. Hahaha co to jest? Elf? Ludzie! Oni mają w zespole coś na podobiznę elfa! Następny był chłopak o ciemnej karnacji. Hahaha co on, za Bad Boy'a robi? Chociaż przyznam że najgorsi na buziach to oni nie byli. Ostatni z nich był jakiś brunet. Takie tam zwykłe chłopaczysko... Nie... Osz kurde!
- Emily! To on! - szarpnęłam przyjaciółkę za rękaw!
- Kto? Co?
- To ten z mojego snu!

________________________________________________________
No i mamy 2 rozdział.
Przepraszam że tak późno ale ostatni czas jest bardzo pracowity, mimo iż ma teraz ferie. Ale ma zespoły muzyczne i niedługo jest występ więc chodzę na próby.

Wszystkie słowa zaznaczone na fioletowo są odnośnikiem do stroju dziewczyny :3

Wszystkie osoby które chcą być informowane o nowych rozdziałach niech piszą o tym w komentarzu, podajcie np. GG, TT, mail lub nazwę swojego bloga.

Czekam na szczere opinie w komentarzach! :D

Pozdrawiam,
Kat xxx

1 komentarz:

  1. Hej, hej!
    jakieś 2 tygodnie temu prosiłaś mnie, żeby wyraziła swoją opinię. więc jestem! z lekkim opuźnieniem, ale nie miałam czasu. przepraszam. nie miałam dużo do nadrabiania, bo się dopiero opowiadanie rozkręca. Wiesz, wygląd bloga zachęca czytelnika do czytania jak i sama treść. Nie napiuszę dużo(choć zawsze tak robię), bo po prostu nie wiem co...
    mam nadzieję, że nast ępny rozdział pojawi się szybko :) możesz mnie informować na blogu o nnn, jak byś mogła?
    dziekuję z góry.
    +OBSERWUJE\

    mam nadzieję, że oidwiedzisz mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń