- Cześć mamo! Co na obiad? - rzuciłam torbę pod nogi krzesła i siadając wygodnie przed stołem spojrzałam na swoją rodzicielkę.
- Em... Cześć Anne, przepraszam cię słonko, ale nie mogę zrobić Ci obiadu bo dostałam pilne wezwanie do pracy. Będę za dwa dni. - Kobieta mówiła to bez krzty tęsknoty, miłości, czy chociażby żalu. Nie było słychać ani dźwięku załamania głosu. Zero przeprosin. Jakoś wątpię czy w normalnej rodzinie matka mówi że idzie i wróci za dwa dni. Ok, rozumiem, "wrócę za godzinę" czy "wrócę wieczorem" no ale za dwa dni? Mogła mnie przecież uprzedzić... Nie no, ładny początek wakacji...
Na usta nanosiła mi się tylko ciche "weź nie pierdol" no ale przecież nie powiem tak do matki.
- Ale? Jak to? Gdzie? Czemu nic mi nie powiedziałaś?
- A wiesz... jakoś tak nie było okazji... ym, zrób coś sobie do jedzenia. No i oczywiście zaopiekuj się nią przez ten czas. W razie konieczności zadzwoń po nianię. Uprzedziłam ją, ale wiesz... kobieta ma urlop więc nie męcz jej zbytnio. Pieniądze masz na lodówce, zresztą masz tam jakieś... - nie słuchałam dalej. Widziałam tylko jak matka ruszała ustami a do moich uszu dochodziło tylko "bla bla bla". Nie miałam zamiaru słuchać tego jak to mówi tak lekko że wyjeżdża. Mamo... proszę... tak strasznie chciałabym mieć normalną rodzinę...
"To koniec. Zrywam z Tobą. Znudziłaś mnie."
Po moich oczach popłynęła wielka łza, za nią następna i następna aż w końcu zaczęłam płakać żywymi, gorzkimi łzami.
Rzuciłam telefonem o ścianę. Sprzęt rozbił się na najmniejsze części obudowy. Nawet karta schowana w głębi komórki wyleciała i razem z resztą spadła na podłogę.
Rzuciłam się na łóżko, głowę schowałam w poduszce a ręce pod nią, tak, aby lepiej mi było oddychać. Zaraz potem biały materiał przesiąkł łzami i czarnym tuszem do rzęs.
Naprawdę? Akurat ze mną dzisiaj zerwał chłopak? Tak przez SMSa? Tyle mi naobiecywał... Że pojedziemy razem na wakacje. Codziennie pospacerujemy do parku, kina od rana do wieczora. Że te wakacje będą najlepszymi w moim życiu i nigdy ich nie zapomnę. I miał rację. Te dwa miesiące na pewno długo będą siedzieć w mojej głowie, szkoda tylko, że nie, z tej pozytywnej strony.
Wstałam by złożyć swoją komórkę do "kupy" i zadzwonić po Emily. Brakowało mi jej "matczynego" ciepła. Tak. Rozmawiało mi się z nią lepiej niż z własną matką, wiec wszelkie szczęścia i nie szczęścia przeżywałam razem z nią.
"Przyjdź do mnie." - Przejechałam palcem po ekranie i wiadomość została wysłana do dziewczyny.
Odłożyłam komórkę na biurko. Przeleciałam wzrokiem po zdjęciach stojących w rogu mebla. Kolorowe zdjęcia mienił się światłem odbijanym od flesza. Wszyscy uśmiechnięci, weseli. Byli na nich Ci, którzy dawali w moim życiu szczęście. Emily, rodzina, przyjaciele i kumple ze szkoły, obozów itp. Było tam nawet zdjęcie gitary leżącej na fortepianie. Byłam dumna z tej fotografi. To jedno z moich lepszych ujęć. Na końcu wszelkich ozdobnych ramek stała jedna. Brązowa z małym, blado różowym sercem, a w środku widniało zdjęcie mojego chłopaka. Byłego chłopaka. W jednej chwili, nie naruszając stanu innych zdjęć zrzuciłam jego podobiznę na podłogę. Kawałki szkła popękały w powietrzu dzieląc się na miliony drobnych kawałeczków, które mieniły się tęczą. Ramka razem ze zdjęciem upadło na podłogę a szkło porozsypywało się po całym pokoju. Mój dywan przemienił się światłem przez parę sekund i zmarł. Tańczące drobinki fotografi przestały tańczyć i zakończyły swój żywot. Tak samo, jak moja miłość do Jake'a.
Usłyszałam dzwonek do drzwi. To na pewno była Emily. Zbiegłam po schodach i odsunęłam drzwi. Brunetka stała w progu z dwoma kubkami kawy od Starbucksa.
- Boże... Kochanie, co ci się stało? - dziewczyna weszła do środka położyła kawę na komodzie i przytuliła mnie.
Zamknęłam drzwi i razem z nią weszłam na górę. Dziewczyna otworzyła drzwi i zobaczyła zdjęcie Jake'a na podłodze. No i wszystko było jasne. Przytuliła mnie ponownie i usiadła na łóżku zaczerpując pierwszy łyk kawy.
- Ty też się napij. - Em poklepała mnie po ramieniu.
Posłuchałam jej i zatopiłam usta w bitej śmietanie grubo leżącej na brązowym płynie. Zrobiło mi się cieplej. Widocznie potrzebowałam jakiejś dawki energii, bo tą którą miałam, zużyłam na płacz.
Emily nie odzywała się do mnie. Wiedziała, że potrzebowałam teraz tylko bliskości czyjejś osoby, a nie pocieszającej pogawędki.
Tak więc siedziałyśmy obie w pustym domu. Głuchą ciszę tłumił tylko mój siorb.
______________________________________
No i mamy 1 rozdział. Wiem że jest krótki, ale jakoś tak wyszło.
W następnym rozdziale będzie już wątek One Direction :)
Wszystkie osoby które chcą być informowane o nowych rozdziałach niech piszą o tym w komentarzu, podajcie np. GG, TT, mail lub nazwę swojego bloga.
Liczę na szczere opinie i komentarze :D
Pozdrawiam, Katt xxx