wtorek, 9 kwietnia 2013

Rozdział 3


You ain't gotta worry it's an open invitation

I'll be sittin' right here real patient



- Przecież mówiłaś że w twoim śnie nie było widać jego twarzy!
- Ale było widać oczy! - przekrzykiwałyśmy się razem z Emily, co nie było takie proste gdy ma się w około tłumy piszczących fanek i głośną muzykę.
- Porozmawiamy później! - dziewczyna puściła mi oczko i zaczęła skakać razem z innymi dziewczynami do rytmu piosenki. A mówiła że ich nie lubi, więc albo kłamała albo właśnie stała się ich fanką.
Spojrzałam na tych "pięciu potężnych". Chłopak z dołeczkami w policzkach i bujnymi lokami. Przystojny mulat. Blondyn o błękitnych tęczówkach. Słodki brunecik z szelkami. I ten. Ten z czekoladowymi oczami. A może jednak oni nie są tacy źli?
W końcu patrząc na roześmiane buźki fanek, przystojne twarze chłopców i słuchając muzykę która wręcz głaskała moje uszy postanowiłam się ponieść piosenkom. Susan dała mi do zrozumienia że piosenka która najbardziej mi się spodobała to "I want". Ten fortepian na początku brzmiał pięknie, no i głos tego kręconego też nie był taki zły...

~*~

- Może ci się tylko tak wydaje... - Emily pogłaskała mnie po włosach.
- Nie! To naprawdę był on! Ten brunet!
- Jest mnóstwo chłopaków z brązowymi oczami!
- Ale ten był wyjątkowy! - Emily uśmiechnęła się i poklepała mnie po ramieniu.
- Daj sobie spokój... Nie dawno rozstałaś się ze swoim byłym chłopakiem. Nie masz na razie dość facetów? Em miała rację. Nie wiem nawet dlaczego o nim w ogóle myślę. A to że mi się śnił, lub ktoś do niego podobny, to pewnie zwykły przypadek. Równie dobrze mógł mi się też przyśnić ten blondyn czy kręcony. Może ja po prostu robię z igły widły? Albo próbuję zapełnić czymś pustkę po Jake'u. Tak... pewnie tak...

~*~

Usiadłam na balkonie i wzięłam do ręki gitarę. Moje palce delikatnie przesuwały się po strunach. Zagrałam pierwsze akordy piosenki Airplanes.

"Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now
Can we pretend that airplanes in the night sky are like shooting stars
I could really use a wish right now, a wish right now, a wish right now..."
Uśmiechnęłam się do siebie i odstawiłam gitarę od siebie. Nagle usłyszałam z dołu brawa. Szybko zabrałam instrument i uciekłam do pokoju. Czasami mi się to zdarzało że gdy grałam czy śpiewałam na balkonie, ktoś to słyszał i komentował bijąc brawa czy w inny sposób. Ewentualnie mogłam też dostać pomidorem w twarz, ale to jeszcze nigdy mnie nie spotkało i mam nadzieję że nie będzie mieć miejsca w moim życiu.

~*~

- Hallo?
- Anne, kochanie. Posłuchaj mnie... Moja delegacja trochę się wydłużyła...
- Ale jak to? Mamo!
- Przepraszam cię. Chciałam wrócić do domu ale nie mam wyboru. Inaczej stracę tę pracę.
- Mamo...
- Gdy tylko wrócę za tydzień to wynagrodzę ci to.Wysłałam Ci przelewem pieniądze na twoje konto.
- Mhm...
- Pozwalam ci nawet zrobić imprezę w domu tylko nie rozwal całego mieszkania.
- Tak...
- Mam nadzieję że nie gniewasz się na mnie za to że zostawiłam Cię na tydzień?
- Nie, skądże... - powiedziałam z sarkazmem, jednak moja rodzicielka chyba tego nie usłyszała.
- W takim razie kończę. Kocham Cię. Pa.
- Cześć...
Rozłączyłam się i położyłam telefon na komodzie. Zaszłam do kuchni i postawiłam na stole szklankę i dzbanek z sokiem. Wzięłam do ręki szklane naczynie a ono, jak przez powietrze, wyleciało mi z ręki. Zastanawiający jest fakt że zawsze gdy jestem zdenerwowana, zła lub przygnębiona to muszę coś stłuc. Dziwne.
Sprzątnęłam szybko rozsypane szkło i nie dotykałam już dzbanka z sokiem. Szkoda by było napoju gdybym i to zrzuciła na ziemię.
W lodówce na szczęście znalazłam karton z czekoladowym mlekiem. Kartonu nie da się stłuc, pokruszyć czy rozbić więc będzie on na pewno bezpieczniejszy.

Odpaliłam laptopa i usiadłam razem z nim na łóżku popijając mleko. Zalogowałam się na Fejsa i pierwsze co wpadło mi w oczy to posty typu "One Direction powracają! - Grają kolejny koncert w Dublinie!"
To jest to! Pójdę na koncert i upewnię się czy to jest ten chłopak który mi się śnił!
Wykręciłam numer do Emily. Ta szybko odebrała. Opowiedziałam jej o tym, że mama wraca dopiero za tydzień, mam pozwolenie na zrobienie imprezy oraz o moim genialnym planie. Dziewczyna zgodziła się ze mną pójść na ten koncert, ale tylko dlatego, że pozwoliłam jej zorganizować party.
Wróciłam do przeglądania internetu. Postanowiłam nie przejmować się tym, że moja rodzicielka mnie zostawiła. Zrobiła tak nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. To ona się będzie za to tłumaczyć na sądzie ostatecznym.
Sprawdziłam już tyko pocztę i podeszłam do garderoby. Oparłam się o drzwi i spojrzałam na szafki i komody w których była sterta ciuchów i butów. Wybrałam jakieś ciekawe ubranie na koncert, nałożyłam je starannie na wieszak, tak, aby się nie pomięło i zawiesiłam na drzwiach. Byłam z siebie dumna że wybrany prze zemnie zestaw nie był cały w odcieniach szarości.

~*~

Złapałam z szafki i lodówki prawie wszystko, co było bombą kaloryczną. Co prawda miałam zamiar przez wakacje dbać o figurę bo przecież nikt nie chce chodzić w bikini po plaży razem ze swoim tłustym "ciałkiem". Ale w ciągu roku szkolnego nie miałam zbyt dużo czasu na posiłki. A tak w ogóle to i tak nie byłam jakąś grubszą osóbką więc jedna porcja "porządnego" tłuszczu, cukru, konserwantów i Bóg wie co jeszcze, nie powinno mi zaszkodzić a tym bardziej dodać mi jakiś zbędnych kilogramów.
Z trudem zaniosłam wszystko do salonu gdzie miałam przygotowany stół ze szklankami i talerzykami. Wszystko rzuciłam na kanapę po czym rozpakowałam i wsypałam do misek. Chipsy, popcorn, orzeszki, paluszki, żelki... Ja piernicze! Skąd ja w ogóle mam to wszystko w domu? Cole i soki postawiłam pod stołem. Jak ktoś będzie chciał się napić to sobie weźmie i naleje. Bo takie duże, wysokie butelki przeszkadzały by na stole i nie byłoby widać telewizji. Wyjęłam z torby wszystkie komedie i horrory które zapożyczyłam dzisiaj w wypożyczalni filmów i położyłam pod stołem razem z pilotem. A to ciekawe, wszystkie rzeczy które były mi akurat potrzebne a nie chciałam ich mieć na widoku zawsze kładłam pod stołem. Wszyscy zawsze się z tego śmiali. No cóż.
Zadowolona z siebie, że wszystko przygotowałam, chyba, perfekcyjnie poszłam na górę i założyłam swoje ulubione piżamki w dinozaury. Hahaha, dziewczyna, dinozaury. Jestem nienormalna że kupiłam koszulkę do spania dla chłopaków no ale cóż... motylki i jednorożce do mnie nie przemawiały. Po za tym piżama i tak trafiła pod moje nożyce i igłę i została przerobiona na krótką luźną koszulę która idealnie opada na ramię. Spodenki to były zwykłe, czarne shorty. Nic nadzwyczajnego. Włosy spięłam w wysokiego kucyka i zmyłam makijaż. Później bym zapomniała to zrobić. Przyszykowałam łóżko dla dwóch osób. Było dość wielkie. Phi! Co ja gadam? Było ogromne. Mogło by się na niej spokojnie zmieścić 5 dziewczyn tej samej wielkości co ja.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i zbiegłam na dół.

______________________________________________________________
I jak podoba się? 
Wiecie kto przyszedł do Ann?
Liczę na komentarze i szczere opinie. 
Zapraszam do zapisania się też do obserwujących. ♥

Wszystkie osoby które chcą być informowane o nowych rozdziałach niech piszą o tym w komentarzu, podajcie np. GG, TT, mail lub nazwę swojego bloga.


Pozdrawiam, Katt xx